Jestem świrem

blog niecodzienny

Zdjęcie z żołnierzykiem

Był rok 2003. W muzeum, na terenie byłego nazistowskiego KL Auschwitz – Birkenau byłem po raz pierwszy w życiu. Szkolna wycieczka mnie ominęła, ponieważ leżałem wtedy w szpitalu. Nie mogłem więc porównać dziecięcego spojrzenia z dorosłym. Nie było do czego się odnieść.

Przyglądałem się temu co mnie otacza i próbowałem sobie wyobrazić, jak to miejsce wyglądało kilkadziesiąt lat temu. Starałem się poczuć to, co czuli ludzie dowiezieni tam towarowymi wagonami. Usłyszeć odgłosy parowej lokomotywy, tysięcy nóg na bruku, szczekania psów i niemieckich komend wykrzykiwanych do nowo przybyłych. Wchodziłem do baraków, czytałem napisy wyryte na ścianach i niemal mogłem poczuć obecność mieszkańców… Zamiast tego, poczułem nagle ostrą woń potu i wypitego piwa. Temu drugiemu towarzyszyło głośne beknięcie. Obejrzałem się i zobaczyłem dwóch „dresów”.

– Ty, k*rwa, wyobrażasz sobie kimać na takim wyrze?

– Weź przestań k*rwa! Ciekawe czy d*py z tamtej chaty tu przychodziły, hehe…

Tego dnia, jak i chyba każdego innego, było sporo różnych wycieczek, a ci dwaj najprawdopodobniej oddalili się od swojej grupy. Odszedłem kilka kroków i wróciłem do myśli, zanim pojawili się ci dwaj. Tym razem ich także umieściłem na rampie pośród innych. Stali bez ruchu, bez bagażu, bez chęci do „żartów” i rozglądali się bezradnie. Jeden z niemieckich żołnierzy rozdzielających przybyłych był coraz bliżej nich. Wyższego, dobrze zbudowanego, pchnął kolbą karabinu do grupy przeznaczonej do pracy. Mniejszego, drobnego kolegę szarpnął za ubranie i skierował do ludzi, którzy formowali kolejkę do łaźni…

Wychodząc z baraku, jeszcze przez chwilę słyszałem ich śmiech.

W niektórych blokach zorganizowano wystawy. Ogromne fotografie, gabloty z eksponatami,  zadrukowane wielkie tablice z historią tego miejsca. Nie jestem zwolennikiem takich ekspozycji, wolę pomieszczenia, które wyglądają tak, jak wtedy, kiedy obóz działał. Szczegółowe informacje mogę przecież znaleźć w książkach lub Internecie. Będąc TAM nie skupiam się na nich. W jednym z takich bloków, na tle zdjęcia tłumu wychudzonych więźniów w pasiakach, zamkniętych za drutami ogrodzenia, stał manekin. Był w niemieckim mundurze i trzymał karabin gotowy do strzału. Patrzyłem i znów włączyła się wyobraźnia…

Z zamyślenia wyrwał mnie głos jakiegoś mężczyzny.

– Stań tutaj, obok tego pana. – mówił do swojej około siedmioletniej córki.

W pierwszej chwili zdziwiłem się, że chodzi o mnie! Ale zaraz potem dodał:

– Chcesz mieć zdjęcie z żołnierzykiem? No, to stań obok niego i ładnie się uśmiechnij!

Dziewczynka stanęła i zgodnie z wolą taty zrobiła zadowoloną minę. Lufa karabinu była niemal dokładnie wycelowana w jej skroń. Żołnierz z obojętnym wyrazem twarzy patrzył w dal, dziecko na rodzica, a więźniowie swoimi ogromnymi, na chudych twarzach oczami, na mnie.

Też miałem wtedy aparat. Zrobiłem kilka zdjęć. Innych. I niestety, nie oddających tego, co widziałem. Trzy lata później pojechałem tam raz jeszcze. Jeszcze raz spróbowałem się zmierzyć z tym miejscem i… też mi się nie udało. Na szczęście tym razem prawie nie było zwiedzających.

Świr.

Zdjęcia ilustrujące ten artykuł powstały przy okazji drugiej wizyty w muzeum.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o